John Flanagan

98a7463652_80263840_o2Urodzony i wychowany w Sydney w Australii, John Flanagan od dzieciństwa marzył o tym, by zostać pisarzem. Nie było łatwo. Pracował w agencji reklamowej, ale dopiero satyryczny wiersz opisujący paskudnego kolegę zwrócił na niego uwagę przełożonych. Jeden z szefów agencji uznał, że warto zainwestować w młodego pracownika i tak Flanagan dołączył do grona copywriterów.

Przez dwie dekady pisał spoty reklamowe i scenariusze, później zaś trafił do telewizji i został jednym ze współtwórców sukcesu sitcomu Hi Dad!, zasłynął jednak jako autor „Zwiadowców”, serii osadzonych w fantastycznym świecie powieści dla młodzieży.

Flanagan zaczął pisać historię Willa dla swego syna, Michaela, jednak to, co miało być opowieściami na dobranoc, szybko przerodziło się w cykl powieści. Pisarz wraz z żoną mieszka na przedmieściach Manly. Ma troje dzieci i czworo wnuków.

Wywiad z Johnem Flanaganem – specjalnie dla Wydawnictwa Jaguar!

Na początek może kilka słów o tym, dlaczego powstali „Zwiadowcy”?

Tak naprawdę zacząłem pisać serię krótkich opowiadań żeby zachęcić do czytania mojego syna. To na nim wzorowałem głównego bohatera. Dopiero kilka lat później przyszło mi do głowy, że mogłaby z tego powstać książka. Albo może cztery książki… Większość z tych opowiadań zmieściła się w pierwszym tomie.



Czy syn poczuł się zachęcony do lektury?

Owszem. Może nie stał się nagle molem książkowym, ale zaczął czytać i czyta chętnie po dziś dzień. A ma już 31 lat.



Czy interesował się pan prywatnie tym, o czym pisze Pan w książkach? Łucznictwem, jazdą konną?

Kiedy byłem młodszy i mieszkałem w Londynie, jeździłem konno, a łucznictwo pasjonowało mnie zawsze. Należałem nawet do klubu łuczniczego.



Australia jest dość egzotycznym miejscem dla Polskich czytelników, mógłby Pan ją trochę przybliżyć?

Dorastałem na wybrzeżu, na przedmieściach Sydney, właściwie tuż obok plaży. Najlepiej pamiętam gorące letnie miesiące, wakacje. Razem z bratem i przyjaciółmi całe dnie spędzaliśmy na plaży. Mieliśmy mnóstwo wolnego czasu i mogliśmy robić, co dusza zapragnie, inaczej niż młodzież dzisiaj. Kiedyś dzieci miały większą swobodę i mniej obowiązków. Wciąż mieszkam nieopodal plaży, w Manly.



„Limelight” porównał „Zwiadowców” do „Władcy Pierścieni” Tolkiena, jak się Panu podoba takie porównanie?

Trochę mnie to zestawienie przytłacza! Uważam „Władcę pierścieni” za sztandarową pozycję fantasy, podwaliny gatunku, jak więc mógłbym się czuć inaczej niż zaszczycony?



Wiemy, że United Artists wykupiło prawa do ekranizacji serii o Zwiadowcach. Kogo widziałby Pan w roli Halta?

Może ze względu na to, że jestem Australijczykiem, widziałbym w roli Halta Erica Banę. To świetny aktor i każda jego rola była kapitalna, poza tym myślę, że znakomicie oddałby mroczne aspekty natury Halta tak samo, jak jego sardoniczne poczucie humoru.



Jako wielbiciel literatury, kogo z galerii bohaterów literackich chciałby Pan zaprosić na kolację i dlaczego?

Przede wszystkim P’sin Khan, mongolskiego generała, bohatera znakomitej powieści historycznej Cecelii Holland „Until the Sun Falls”, kapitana Busha z serii o Hornblowerze Forestera – mógłby mi opowiedzieć wszystko o samym Hornblowerze (bo ten pewnie byłby zbyt nieśmiały). Chętnie spędziłbym parę chwil również z Harrym Boshem, detektywem z książek Michaela Connely’ego, uczciwym i szczerym facetem oraz z detektywami Stevem Carellą i Meyer Meyer, bohaterami serii „87th Precinct” Eda McBaina choćby po to, żeby posłuchać ich przekomicznych konwersacji.



Wywiad z Johnem Flanaganem z oficjalnej strony serii „Ranger’s Apprentice”

Kiedy zacząłeś pisać?

Już w szkole podstawowej. Raz w tygodniu mieliśmy za zadanie tworzyć „kompozycje”, czy, innymi słowy, eseje na dowolnie wybrany temat. Większość kolegów nie lubiła tego robić. Pisali coś w stylu „co robiłem w ostatnie wakacje” albo „mój wymarzony dzień”, a ja wymyślałem niestworzone historie. Pamiętam doskonale, że mój nauczyciel, Brother Kelly, kazał mi pracować nad stylem. Musiałem poprawiać wszystkie dialogi, co doprowadzało mnie do szału, bo uznawałem, że w codziennym życiu ludzie nie mówią do siebie literackim językiem. W moim opowiadaniu pilot helikoptera podnosił kciuk do góry i stwierdzał: „okay, schodzimy!”, a nauczyciel zmuszał mnie do poprawek. Wyobrażasz sobie gościa, który oznajmia pełnym zdaniem: „w porządku, przygotowujemy się do lądowania”? Na szczęście moje późniejsze doświadczenia z redaktorami były zdecydowanie mniej traumatyczne.



A co sprawiło, ze postanowiłeś napisać serię fantasy?

Na początku nie myślałem właściwie o serii. Chciałem zachęcić do czytania mojego syna, Michaela więc co tydzień pisałem krótką historyjkę o chłopcu, który był jego alter ego. Michael fascynował się wspinaczką, łucznictwem, chciał rzucać nożami jak każdy dzieciak w jego wieku, więc tym zajmował się Will. Wybrałem fantasy, żeby nie ugrzęznąć w historycznych szczegółach, a poza tym zawsze lubiłem ten gatunek.



Którą z cech Willa chciałbyś sam posiadać i dlaczego?

Podstępne pytanie! Jeśli powiem, że odwagę i lojalność, pomyślisz, że jestem tchórzliwym bubkiem, na którym nie można polegać. Przyznam się do czegoś – mam lęk wysokości. Panikuję, gdy mam wejść na krzesło żeby zmienić żarówkę. Chciałbym się wspinać jak Will, bez tego panicznego lęku. A poza tym fajnie byłoby strzelać z łuku równie dobrze jak on. Mam nawet łuk, kiedyś sporo ćwiczyłem, ale już zupełnie wyszedłem z wprawy.



Czy którąś z postaci wzorowałeś na sobie albo na kimś z rodziny?

Jak już wspomniałem, Will to właściwie Michael. Mały, drobny, zwinny i błyskotliwy chłopak. Cóż, nie ośmielę się powiedzieć, że Halt jest mną, chyba, ze znacznie ulepszoną wersją, ale spora część dialogów pomiędzy nim a Willem to moje dyskusje z nastoletnim synem. Do stworzenia postaci Horace’a zainspirował mnie najlepszy kumpel Michaela, Jeremy.



Może wymieniłbyś kilku ulubionych autorów?

Dzięki ci za to, że mogę wymienić kilku! Nienawidzę pytania o „ulubionego” autora, nigdy nie wiem, co odpowiedzieć. Pomyślmy. Późny Ed McBain. Jego dialogi są świetne. David Eddings – to bodajże pierwszy autor fantasy, którego książki tryskają humorem. C.S. Forester bardzo długo był moim faworytem. Zaczytywałem się cyklem o Hornblowerze, gdy miałem dwanaście lat. Prawdę mówiąc, lubię wracać do jego powieści i chyba nigdy mi się nie znudzą. Patrick O’Brian, James Lee Burke… Mam wymieniać dalej? Ta lista jest potwornie długa!

Książki autora