Anna Day

Fandom

Data wydania: 18 kwietnia 2018

Tłumaczenie: Grzegorz Komerski

Tytuł oryginału: The Fandom

ISBN: 978-83-7686-680-2

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 416

Wymiary: 145x215

Kategoria: ,

Cena: 37,90 zł

Opis

Pełna szybkiej akcji, łącząca wiele popularnych gatunków przygoda grupy fanów trafiających do uniwersum ulubionej powieści i filmu. Czy młodzi bohaterowie, motywowani miłością, poczuciem winy i strachem, zdołają się uratować i wrócą do domu? Los opowieści spoczywa w ich rękach.

Violet i jej przyjaciele są fanami powieści Taniec na szubienicy i członkami fandomu świata wykreowanego w książce oraz jej ekranizacji.

Akcja powieści toczy się w XXII wieku. Ludność podzieliła się na genetycznie ulepszonych Genuli oraz zmuszonych przez nich do posłuszeństwa zwykłych ludzi, do których przylgnęło określenie Niedosków.

Prawo wstępu na zajmowane przez Genuli Błonia otrzymywały jedynie najsilniejsze i najbardziej uzdolnione jednostki, które musiały im służyć niewolniczą pracą.

Aby zachować władzę i utrzymać Niedosków w ciągłym strachu, Genule urządzali co tydzień publiczne egzekucje. Zbierali się w wielkich arenach zwanych Koloseami i oglądali wieszanie Niedosków. Zwyczaj ten nazwano „tańcem na szubienicy”.

Violet z młodszym bratem Nickiem oraz przyjaciółkami Alice i Kathy udają się na londyński Comic Con, by wziąć udział w spotkaniu z gwiazdami ekranizacji. Jednak tam nieoczekiwanie cała czwórka zostaje przeniesiona prosto do świata z opowieści. Zostają tam uwięzieni i dodatkowo przypadkowo zabijają główną bohaterkę, Rose.

Zostaje tylko jeden sposób, by się uratować: Violet musi zająć miejsce Rose i całą historię przywrócić na właściwe tory. Wierzy, że gdy trafi na stryczek, przyjaciołom uda się wrócić do rzeczywistości. Jednak żadna historia nie jest warta śmierci… Prawda?

Niesamowita, trzymająca w napięciu książka – James Dashner, autor Więźnia labiryntu

Pomysłowa, genialnie napisana powieść – Louise O’Neill, autorka Sama się prosiła

Jak to jest znaleźć się w świecie, który zna się z kart powieści? Anna Day zabiera nas w podróż, której nie da się zapomnieć. Oto książka od fanki dla fanów. Dobrze napisana, ciekawa i z nietuzinkowymi bohaterami. 

Monika Doerre, Ostatniatawerna.pl

Anna Day, Fandom

fragment

 

 

Prolog

Powieszą mnie dokładnie za tydzień.

Zawisnę w imię przyjaciół i rodziny. Przede wszystkim jednak zawisnę

w imię miłości. Niewielka to pociecha wobec myśli o zaciskającej

się na mojej szyi pętli. O stopach rozpaczliwie szukających stabilnego

podparcia, o nogach gwałtownie wymachujących w obłąkańczym tańcu.

Jeszcze dziś rano nie miałam o niczym pojęcia. Rano bawiłam się na

festiwalu Comic Con, oddychałam zapachem hot dogów, potu i perfum.

Podziwiałam krzykliwe kostiumy fanów, mrużyłam oczy w blasku

fleszy, uszy wypełniał mi basowy pomruk perkusji i przenikliwy dźwięk

skrzypiec. Jeszcze wczoraj, w szkole, stresowałam się na angielskim jakąś

głupią prezentacją i marzyłam, by znaleźć się w zupełnie innym

świecie.

W życiu należy dobierać marzenia bardzo ostrożnie. Spełnione, okazują

się niekiedy zupełnie do dupy.

Rozdział 1

Powoli podnoszę się z krzesła. Długa spódnica lepi mi się do ud, więc

ukradkiem odrywam bawełnianą tkaninę od skóry.

– Dajesz, Vi! – zachęca mnie szeptem Katie.

Nie odpowiadam. Nie do końca rozumiem, dlaczego w ogóle zgłosiłam

się do tej durnej prezentacji. Publiczne wystąpienia? Nie, to nigdy

nie była moja specjalność. Bądźmy szczerzy – publicznie nie wychodzi

mi nic.

– Proszę bardzo, Violet. Czekamy – ponagla panna Thompson.

Na wszelki wypadek raz jeszcze wygładzam spódnicę, wychodzę z ławki

i ruszam pod tablicę. Nagle robię się bardzo malutka, jakby ktoś poddał

mnie działaniu miniaturyzujących promieni. Violet w wersji mini.

Chichocę, przez co wyglądam już nie tylko na zdenerwowaną, ale i lekko

świrniętą.

Panna Thompson podnosi wzrok znad porysowanego biurka.

– No dobrze, Violet – podejmuje z życzliwym uśmiechem. – Rozumiem,

że opowiesz nam dzisiaj o swojej ulubionej książce. Co to będzie?

Taniec na szubienicy. Powieść Sally King – odpowiadam.

Chłopcy z ostatnich ławek wydają z siebie chóralny jęk zawodu.

Udają. Niecały rok wcześniej, tuż po premierze ekranizacji, widziałam

ich wszystkich w kinie. Co więcej, wyszli z seansu z podejrzanie zaczerwienionymi

oczyma.

Biorę głęboki wdech i zaczynam:

– Dawno, dawno temu istniała rasa istot znanych jako ludzie. Były

to stworzenia inteligentne i ambitne. Cechowała je jednak również

chciwość i zachłanność. W miarę upływu czasu ludzi opętała obsesja

pogoni za doskonałością. Maniakalnie wręcz dążyli do posiadania perfekcyjnych

ciał i umysłów. Chcieli stać się idealni. Na przełomie dwudziestego drugiego

wieku pragnienie to doprowadziło do stworzenia

pierwszego pokolenia genetycznie ulepszonych ludzi… – Dla wywarcia

silniejszego efektu zawieszam w tym momencie głos. Rozglądam się

po klasie. Miałam nadzieję ujrzeć zafascynowane spojrzenia, wpatrzone

we mnie, przejęte oczy. Nic z tego. Klasa wygląda, jakby ktoś rozpylił

usypiający gaz.

– Genule. Genetycznie ulepszeni ludzie. Wysocy, silni, przystojni.

Iloraz inteligencji powyżej stu trzydziestu. W niedługim czasie zasiedlili

piękne podmiejskie okolice zwane Błoniami, miejsca wolne od chorób

i przestępczości.

Przestępuję z nogi na nogę, odgarniam opadający mi na oczy kosmyk,

usiłując pozbyć się myśli, że robię z siebie skończoną kretynkę.

Upycham ją w ciemnym, rzadko odwiedzanym zakątku mózgu.

– A co się stało, zapytacie, z ludźmi niezmodyfikowanymi? Ze zwykłymi,

przeciętnymi mężczyznami i kobietami, takimi jak wy czy ja?

Otóż przylgnęło do nich określenie Niedoskonali lub krócej Niedoskowie.

Zamknięto ich w granicach dawnych miast: Londynu, Manchesteru,

Paryża, Moskwy. Żyli w osiedlach, gdzie pleniły się zarazy, a powietrze

przepełnione było oparami wszechobecnej zbrodni. Odgrodzeni

od reszty świata wielokilometrowymi murami, siłą zmuszani do posłuszeństwa.

Prawo wstępu na Błonia miały jedynie najsilniejsze i najbardziej

uzdolnione jednostki, które służyły Genulom niewolniczą pracą.

Samo słowo „człowiek” zostało wkrótce zapomniane… Zapomniane

i zakazane… Pozostali jedynie Genule i Niedoski.

– Znaczy, co? Jestem niby Niedoskiem, tak? To chcesz powiedzieć?

– wtrąca z tyłu sali Ryan Bell.

Żartowniś się znalazł. Fantastycznie. Tego tylko było mi trzeba. Niestety

nie mam w sobie dość odwagi, by mu przypomnieć, że przecież

świetnie tę historię zna. Wysiedział w kinie bite dwie godziny, w dodatku

z przyciśniętą do nosa chusteczką higieniczną.

– Przymknij się, półmózgu patentowany! – rzuca Katie, raptownie

odwracając się do Ryana. Jej ruda grzywka kreśli w powietrzu wdzięczny

łuk. Nie widzę twarzy, lecz wiem, że posłała mu to swoje sztandarowe

spojrzenie. Zmrużyła zielone jak groszek oczy, mocno zacisnęła

wargi.

– Wiesz, bo ja jestem doskonały w każdym calu – dodaje Ryan.

Katie kwituje uwagę dziwnym prychnięciem – coś między śmiechem

a chrząknięciem.

– Moim zdaniem – panna Thompson marszczy czoło – Violet chciała

dać do zrozumienia, że wszyscy jesteśmy Niedoskami. Chyba że akurat

ty, Ryanie, jesteś nadczłowiekiem z przyszłości, aczkolwiek w to akurat

mocno powątpiewam.

Kolejny głęboki wdech. Drętwieją mi ręce i nogi. Nieważne. Zignorować.

– Aby zachować władzę i utrzymać Niedosków w ciągłym strachu,

Genule urządzali co tydzień publiczne egzekucje. Zbierali się w wielkich

arenach zwanych Koloseami i oglądali wieszanie Niedosków. Zwyczaj

ten nazwano „tańcem na szubienicy”. Część Niedosków nie pogodziła

się jednak z tak okrutnym losem. Powstały grupy buntowników, rebeliantów

walczących o przywrócenie Niedoskom choć najbardziej podstawowych

praw. Przywódcą jednego z takich oddziałów został człowiek

o imieniu Thorn. – Drżącymi palcami tasuję swój plik kartek i znajduję

jego portret. Filmowy fotos. Panna Thompson wysuwa zdjęcie z mojej

wilgotnej dłoni i przypina je pinezką do tablicy. Fotografia żadną miarą

nie oddaje siły i determinacji Thorna. W tej skali wygląda po prostu jak

skrzyżowanie pirata i banalnego, hollywoodzkiego twardziela. Od stóp

do głów odziany jest w czarną skórę. Piękne, niemal posągowe rysy twarzy

mąci przesłaniająca oko opaska.

– Thorn opracował plan wykradzenia Genulom najpilniej strzeżonych

rządowych sekretów i poprosił dwóch najbardziej zaufanych bojowników,

by znaleźli wśród Niedosków odpowiednią kandydatkę do

wykonania misji. Padło na dziewczynę o imieniu Rose.

Rose. Główna bohaterka powieści. Namiętna, impulsywna, nieskończenie

odważna. Dzień w dzień, niezmiennie, marzę o tym, by stać się taka

jak ona. Ale jak do tej pory wypadam w porównaniu mniej więcej tak:

Namiętność: niektórzy przezywają mnie „Violet Zawsze Dziewicą”.

Impulsywność: przygotowanie do prezentacji zajęło mi dwa długie dni.

Odwaga: po policzkach spływają mi właśnie pierwsze strużki potu.

Szczerze mówiąc, z Rose łączą mnie dwie cechy: blada cera i upodobanie

do tego samego typu facetów.

Zerkam na pannę Thompson i daję znak skinieniem. Nauczycielka łapie

w lot, o co mi chodzi, i uruchamia rzutnik. Na tablicy pojawia się filmik

z YouTube’a – pierwsza sekwencja filmu. Zbliżenie na Rose. Dziewczyna

wspina się po okalającym Koloseum kamiennym murze. Wygląda

niesamowicie. Długie czarne włosy spływają jej kaskadami na plecy. Kiedy

dociera na szczyt muru, w tle rozlega się przenikliwy smyczkowy podkład.

Kamera ukazuje zgromadzonych licznie w Koloseum widzów. Tłum

Genuli – na przepięknych obliczach maluje się żądza krwi. Dziewiątka

skazanych Niedosków wchodzi pod strażą na drewniany podest. Szorstkie

sznury obejmują ich szyje. Wiem, że już za chwilę zostaną uwolnieni,

a mimo to niepokój ściska mnie w dołku. Zerkam na kolegów. Oni

również wydają się mocno zaabsorbowani tą sceną. W kącikach moich

ust pojawia się delikatny uśmiech.

Na wielkim zawieszonym za szubienicą ekranie widnieje teraz oblicze

prezydenta Genuli. Przedstawia widowni skazańców i ciążące na

nich zarzuty: kradzież, gwałt, zabójstwo. Cięcie i znów patrzymy na Rose.

Czarne, targane podmuchami wiatru włosy kołyszą się jej przed oczyma.

Bohaterka wie, że jedynymi prawdziwymi zbrodniami Niedosków są

bieda i głód. Odpina od pasa granat, wyrywa zębami zawleczkę i ciska

nim prosto w tłum widzów.

Filmik urywa się tuż przed wybuchem.

Pokrzepiona wyraźnym zainteresowaniem klasy, podejmuję:

– Korzystając z zamieszania, jakie wywołała wśród Genuli eksplozja,

rebelianci zdołali uratować przed stryczkiem całą dziewiątkę skazańców.

Rose tymczasem uciekła niezauważona. Dzięki tej akcji dziewczyna

zyskuje zaufanie Thorna. Przywódca buntowników wybiera ją

do przeprowadzenia nowej, najbardziej jak dotąd niebezpiecznej, akcji.

Rose, podszywając się pod jedną z niewolnic, ma przeniknąć do posiadłości

rodziny Harperów, położonej daleko w głębi Błoni. Głową tego

rodu jest niejaki Jeremy Harper, wysoko postawiony urzędnik rządu

Genuli. Rose zaskarbia sobie przyjaźń i uczucie jego syna, mając nadzieję,

że w ten sposób zdoła pozyskać tajne informacje, których zdobycie

stanowiło właściwy cel misji. Chłopak ma na imię Willow…

Willow. To przede wszystkim z jego powodu marzę, by stać się Rose.

Mimo że dłonie wciąż lekko mi się trzęsą, a w żyłach pulsują reszt-

ki adrenaliny, pewnym ruchem pokazuję klasie jego zdjęcie. Sama. Nie

mogę pozwolić, by panna Thompson oszpeciła pinezką nieskończenie

piękną twarz Willowa. Wpatrywałam się w nią godzinami, znam na pamięć

najdrobniejsze szczegóły. Każdy cień i każdy kontur – cera barwy

karmelu i przecudowne kości policzkowe. Dolatuje mnie kilka dziewczęcych

westchnień, drwiące prychnięcia chłopaków, stłumione chichoty.

Wsuwam fotkę z powrotem między notatki, czuję się dziwnie.

– Szpiegostwo i związek z Genulem. Przyłapanych na dowolnym

z tych przestępstw Niedosków bezwzględnie karano śmiercią. Willow

tymczasem był piękny i dobry. Rose się w nim zakochała, szybko jednak

zdała sobie sprawę, że uczucie może przynieść jej zgubę. Nie była

w stanie go zdradzić, więc uciekła z plantacji Harperów, nie ujawniając

kochankowi swej prawdziwej tożsamości. Wróciła do miasta Niedosków

i zameldowała Thornowi, że nie jest w stanie wykonać powierzonej

misji…

– Jezu, ale nuda… – mruczy Ryan.

– Ryan, bardzo cię proszę – fuka panna Thompson. – Przestań przeszkadzać.

Chłopak w twoim wieku powinien już wiedzieć, jak się zachować

– mówi i spogląda na mnie. – Poza tym, coś mi mówi, że zaraz

czeka nas zwrot akcji, mam rację, Violet?

Potakuję skinieniem.

– Rose uciekła z posiadłości Harperów, by ocalić Willowa. Stał się

dla niej ważniejszy niż walka rebeliantów i sprawa Niedosków. Wybrała

miłość.

– Właśnie. To znakomita ilustracja pewnej istotnej reguły. Nawet

współczesne popularne powieści posługują się tradycyjnymi tropami kulturowymi…

Ale, ale. Przerwałam ci Violet, proszę, mów dalej.

– Willow przebrał się za Niedoska i udał się do miasta w poszukiwaniu

Rose. Chciał ją odzyskać za wszelką cenę. Został jednak zdemaskowany

i wpadł w ręce buntowników. Dopiero wtedy, w niewoli,

dowiedział się, na czym polegało zadanie Rose. Zrozumiał, że zamierzała

go zdradzić. Uwięziony, ze złamanym sercem, stracił wszelką nadzieję.

Ostatecznie Rose dotarła do niego i zapewniła o swojej miłości.

Spróbowali uciec z miasta, pragnąc rozpocząć nowe życie i wspólnie

mierzyć się z przeciwnościami… Bywa jednak, że najsilniejsze nawet

uczucie nie pozwala przezwyciężyć zła. Żołnierze Genuli wyśledzili

ich oboje. Rose została oskarżona o uwiedzenie niewinnego chłopaka

i skazana na stryczek. Na taniec na szubienicy.

I znów filmik z YouTube’a. Rose wraca do Koloseum, tym razem jednak

stoi na drewnianym podeście z pętlą na szyi. Tłum Genuli domaga

się jej śmierci głośnymi okrzykami.

– Stać!!! – Willow wskakuje na szubienicę. – Nazywam się Willow

Harper. A dziewczyna, którą chcecie powiesić, nie jest anonimowym

Niedoskiem. Ona ma imię. Nazywa się Rose. I jest najodważniejszą

i najserdeczniejszą osobą, jaką w życiu poznałem. Jest człowiekiem,

podobnie jak my wszyscy. Żadna z niej wyrachowana uwodzicielka ani

kryminalistka. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Przyjaciółką, którą kocham

z całego serca. – Spogląda na zaciętą twarz dziewczyny. – Kocham

cię, Rose.

– Też cię kocham! – woła Rose.

Wiem, co się zaraz stanie. Oczywiście, że wiem, ale nie mogę powstrzymać

łez. Ogarnia mnie gwałtowna pokusa, by rzucić się na ekran

i osobiście przeciąć linę.

Zapadnia pod stopami Rose otwiera się z suchym trzaskiem. Ciało

błyskawicznie opada, nogi wykręcają się i szarpią, dziewczyna rozpoczyna

swój ostatni taniec.

Filmik się urywa. W klasie panuje martwa cisza.