Veronica Roth

Naznaczeni śmiercią

Data wydania: styczeń 2017

Tłumaczenie: Zuzanna Byczek

Tytuł oryginału: Carve The Mark

ISBN: 978-83-7686-530-0

Oprawa: miękka

Cena: 44,90 zł

Opis

Nowa powieść autorki kultowej serii „Niezgodna”. Jednoczesna premiera w 33 krajach!

Na jednej z planet w odległej galaktyce żyją dwa nienawidzące się wzajemnie i walczące o władzę ludy. Losy Cyry i Akosa splatają się brutalnie. Początkowa wrogość przeradza się we wzajemne ukojenie. Kiełkujące uczucie wymaga zaprzeczenia dawnym relacjom, obsesjom, wyobrażeniom. Naznaczeni śmiercią, naznaczeni stratą. Wyzwoleni przez miłość.

 

Książka dostępna także w oprawie twardej.

 

Przeczytaj wywiad z autorką

 

CYTATY

„…zrozumiałam, jak cienka granica oddziela strach od miłości, respekt od uwielbienia. Granica ta przebiegała między moimi rodzicami.”

 

„- Zakładasz, że jestem brutalna, bo tak słyszałeś – powiedziałam. – A co ja słyszałam na twój temat? Masz cienką skórę, jesteś tchórzem, durniem?

– Pochodzisz z rodziny Noaveków – odparł upartym tonem, krzyżując ramiona. – Masz brutalność we krwi.

– Nie wybrałam krwi, która płynie w moich żyłach – odparłam. – Tak jak ty nie wybierałeś swego losu. Ty i ja jesteśmy tym, kim nas uczyniono.

Wyszłam, uderzając zewnętrzną stroną nadgarstka w ramę drzwi, zbroją o drzewo.”

 

„- Honor – prychnęłam. – Nie ma miejsca na honor, gdy chodzi o przetrwanie.”

 

„Śniłam o śmierci, śmierć wypełniała moje dni.”

 

„- Jak ty to robisz? – zapytał. – Jak wytrzymujesz, kiedy wszystko jest takie straszne?

Straszne. Czy takie było życie? Nigdy go w ten sposób nie określałam. Ból miał tę właściwość, że rozbijał czas. Zawsze żyłam tylko następną minutą, następną godziną. W moim umyśle brakowało miejsca, by poskładać to wszystko razem, podsumować. Ale co do wytrzymywania, znałam odpowiednie słowa.

– Trzeba znaleźć jakiś powód, dla którego się wytrzymuje – odparłam. – Nie musi być dobry ani szlachetny. Po prostu jakiś powód.

Swój znałam: w środku mnie był głód, był tam od zawsze. Głód silniejszy niż ból, silniejszy od całej tej grozy. Dawał o sobie znać, nawet kiedy cała reszta we mnie dała już za wygraną. Ten głód nie był nadzieją, nie rósł, pełzał, drapał i ciągnął, nie pozwalał mi się zatrzymać.

A kiedy wreszcie go nazwałam, odkryłam, że jest to coś bardzo prostego: chęć życia.”

 

„Podczas drogi powrotnej Akos milczał. Uświadomiłam sobie, że przeważnie milczy, chyba że zadaje pytania. Nie miałam pojęcia, że można być tak ciekawym osoby, której się nienawidzi, ale może właśnie o to chodziło: próbował stwierdzić, czy naprawdę mnie nienawidzi.”

 

„Spojrzałam na jego uniesioną dłoń. Tak swobodnie ofiarował mi dotyk, nie zdając sobie sprawy, jakie to dziwne. Jaki on jest dziwny, dla osoby takiej jak ja.

– Dlaczego? – zapytałam.

– Co?

– Byłeś dla mnie ostatnio taki miły. – Zmarszczyłam brwi. – I teraz też jesteś. Dlaczego? O co ci chodzi?

– Dorastanie w tym miejscu nieźle cię wypaczyło, co?

– Dorastanie w tym miejscu – odparłam – pokazało mi prawdę o ludziach.”

 

„Śmierć jest aktem miłosierdzia w porównaniu z cierpieniem, które potrafię zadawać. Prowadzę rejestr bólu, nie śmierci.”

 

„- Wytnij znak – wycedziłam przez zaciśnięte gardło.

Wyciągnęłam rękę, wskazując na fragment gołej skóry w tylnej części nadgarstka, tuż pod gruzłowatą kością. Przytknął tam koniec noża, poprawił, by zachować tę samą odległość co między pozostałymi znakami i przycisnął. Niezbyt głęboko, ale na tyle, by ekstrakt z piórzycy mógł weżreć się w skórę.

Łzy napłynęły mi do oczu, całkiem mimowolnie, z rany pociekły krople krwi, zaczęły kapać, podczas gdy gorączkowo szukałam w szufladzie odpowiedniej buteleczki. Akos wyjął korek, a ja zanurzyłam w ciemnym płynie specjalny pędzelek. Wypowiadając imię Lety Zetsyvis pomalowałam linię, którą wyciął Akos.

Piekło. Za każdym razem wydawało mi się, że w końcu przywyknę, ale się myliłam. Miało piec, miało przypominać, że to nie jest błahostka, odebrać życie, zaznaczyć stratę.

– Nie wypowiadasz pozostałych słów? – zapytał Akos. Miał na myśli modlitwę, zakończenie rytuału. Potrząsnęłam głową. – Ja też nie.”

 

„Nagle przypomniało mi się, jak Akos podziękował mi za urządzenie pokoju na statku. Jego spokojną twarz, kiedy ujął w dłonie moje poznaczone ramię. Jego śmiech, kiedy goniliśmy się w błękitnym deszczu podczas Święta Wyprawy. To były pierwsze chwile ulgi, jakich doznałam od śmierci matki. I chciałam ich więcej. A mniej… tego.

– Nie – odparłam. – Nie pomogę ci.

Jego odwieczna groźba – że jeśli go nie posłucham, opowie wszystkim, co zrobiłam naszej ukochanej matce – już mnie nie przerażała. Tym razem popełnił błąd: przyznał, że potrzebuje mojej pomocy.”

 

Cyra do Ryzeka:

„- Będę nadal odgrywać rolę lojalnej siostry, twego przerażającego narzędzia. Nigdy więcej jednak nie sprawię nikomu bólu na twój rozkaz.”

 

„Ciemne pajęczyny gęstniały na moich dłoniach i ramionach, niczym rozbryzgi czarnej farby. Usiadłam na krześle kuchennym i roześmiałam się. Śmiałam się z głębi brzucha, śmiałam się, aż zrobiło mi się gorąco. Nigdy wcześniej nie przeciwstawiłam się Ryzekowi. Supeł wstydu w moim wnętrzu nieco się rozluźnił. Już nie byłam aż tak współwinna.”

 

„Powiedziała to z pełnym przekonaniem, jakby jej wiara we własną potworność była niepodważalna, niczym religia, i może dla niej to przekonanie było właśnie czymś najbliższym religii.”

 

Akos do Cyry:

„- Wiesz – powiedział. – Ten stan zepsucia czy potworności, jak go nazwałaś, nie musi być stały.”

 

” – Nie zawsze byliśmy tacy jak teraz – powiedziałam.

Przez chwilę pozwoliłam sobie na odrobinę nadziei – że zacznie patrzeć na mnie w inny sposób, że powoli nasze relacje się zmienią, jeśli tylko pozbędzie się choćby części strachu. Odszukał wzrokiem moje oczy. Było tak blisko, widziałam to, niemal słyszałam. Mogliśmy znów stać się tacy jak dawniej.

– A potem zabiłaś naszą matkę – powiedział cicho. – I teraz możemy być tylko tacy.”

 

„…w mojej pamięci wciąż tkwiły słowa Akosa: że nie muszę pozostać na zawsze taka, jaka jestem.

Może mogłabym się zmienić. Może już zaczęłam się zmieniać, za sprawą samego przekonania, że jest to możliwe.”

 

„Jestem z Shotet. Jestem ostra jak odłamek szkła i tak samo krucha. Opowiadam kłamstwa lepiej niż prawdę. Widzę całą galaktykę, ale nigdy jej nie dostrzegam.”

 

„Zadrżałam na dźwięk jego głosu. Wcześniej myślałam, że kiedy już go pocałuję, uwolnię się od takich sensacji, nie będę musiała się zastanawiać „jak to by było”, ale okazało się, że teraz jest jeszcze gorzej. Teraz już wiedziałam – wiedziałam, jak smakuje – i pragnęłam więcej.”

 

„Do wąskiego tunelu wpadli strażnicy, a ja pozwoliłam, by ból rósł w moim wnętrzu, aż pociemniało mi przed oczami. Cienie pokrywały moje ciało tak szczelnie, że wyglądałam jak manifest ciemności, skrawek nocy, pusty w środku.”

 

„- Dar – powiedziałam – to siła, którą dało mi przekleństwo. – Nowa odpowiedź przypominała rozkwitający szakwiat. – Potrafię ją udźwignąć. Potrafię udźwignąć ból. Potrafię wszystko znieść.”