Ewa Rajter

12625965_1112254278807614_389582953_nAbsolwentka polonistyki, dziennikarka radiowa i telewizyjna, należy do grona pisarek, dla których nie istnieją granice wyobraźni…  Jej bohaterki przeżywają przygody, o jakich marzą czytelniczki i, co może najważniejsze, lubią o nich czytać. Wyznaje zasadę że należy pisać o miejscach, które się zwiedziło. Lubi poznawać nowe kraje, a każdy spotkany człowiek to potencjalnym bohaterem literackim. Podróż do Meksyku, Hondurasu, Belize i Gwatemali stała się dla niej inspiracją, a bohaterowie i sceny często rodziły się gdzieś na przecięciu realnych wydarzeń i fikcji. Spotykała ich po drodze. Pisarka ma w swoim dorobku kilkanaście książek. Powieści dla kobiet pisze pod pseudonimem. Jest więc równie tajemnicza jak dziewczyny z jej powieści, uważa bowiem, że autor jest jedynie pośrednikiem, a historie wydarzają się same. Charakterystyczną cechą jej pisarstwa jest filmowość prowadzenia narracji. Tak było w przypadku „Trzech dziewczyn, trzech randek, trzech łóżek”. Tajemnica goni tajemnicę. Ewa Rajter zwykła mówić: „ Jeśli w powieści są piękne kobiety, bezwzględni mężczyźni, zbrodnia, egzotyka i niespodziewane zwroty akcji to już wiadomo, że noc należy do autora”. Przygody bohaterek powieści „Przeklęta laleczka” to dopiero początek naszej „filmowej” przygody z autorką. Kolejna jej powieść przeniesie nas do Skandynawii.

 

WYWIAD Z EWĄ RAJTER

Redakcja:  Skąd pomysł na meksykański kryminał i to w dodatku z mocno romansowym wydźwiękiem?

Ewa Rajter:  Kryminał jest najbardziej podniecającą przygodą w świecie literatury. I to zarówno dla czytelnika jak i dla autora. Ukryci  w rzeczywistej przestrzeni w napięciu obserwujemy to, co dzieje się w opowieści. I z każdą stroną jest coraz niebezpieczniej. Uczestnictwo czytelnika w takiej historii jest konfrontacyjne. Tak jak podczas seansu filmowego. Musimy zmierzyć się ze swoimi lękami ale też marzeniami, stąd też obowiązkowy wątek romansowy.

Dlaczego Meksyk? Spędziłam tam ponad miesiąc, wędrując po piramidach, zwiedzając miasteczka, o których nie słyszał mieszkaniec Europy, obserwując drzemiących na hamakach mieszkańców, którym się nigdzie nie spieszy, spotykając dzieci, które marzą o lepszym świecie. Wyobrażałam sobie tę przestrzeń w innej rzeczywistości, tej mitycznej, związanej z piramidami, z których wierzchołków spoglądałam na dżunglę, raz nawet podczas burzy. Wierzenia, mimo żarliwego katolicyzmu są w tym kraju równie żywe jak Matka Boska z Guadalupe i jej obraz w Mexico City.  Meksyk znalazł się nie tylko w „Przeklętej laleczce”, wprowadziłam go do innych powieści. Jest jak narkotyk. Ciągle do niego wracam.

 

R.:  Czy zawsze planujesz swoje książki w najdrobniejszych szczegółach a potem dopiero siadasz do pisania?

E.R. : Wiem, że wielu pisarzy nie usiądzie bez planu do tworzenia fabuły. Bo plan daje poczucie bezpieczeństwa, sprawia, że nie runiemy w przepaść, gdy zabraknie konceptu na szczegółowe rozwiązanie. I faktycznie, warto wiedzieć o czym będzie książka, kto będzie czarnym charakterem, kto z kim przeżyje romans i kto kogo zabije. Ale wyobraźnia płata figle. Nagle okazuje się, że drugoplanowi bohaterowie dochodzą do głosu i mają tak silne osobowości, że wymykają się autorowi. Po prostu zaczynają robić rzeczy, których się w ogóle nie planowało. Co więcej zabija ktoś zupełnie inny, kogo na początku darzyliśmy sympatią. I to jest ten najprzyjemniejszy moment pogubienia. Bo największym nieszczęściem pisarza jest wszystko wiedzieć i nudzić się przy pisaniu swojej powieści.  Nie można przecież wiedzieć wszystkiego. Nie lubię znać zakończenia, choć zgodnie ze sztuką je wymyślam na początku. Rzadko jednak jest prawdziwe.

 

R. : Dlaczego w Twoich powieściach występują ( przynajmniej  tak jest do tej pory) trzy bohaterki? Czy to przypadek?

E.R. : Każda z moich bohaterek to materiał na osobną powieść. Zawsze pojawia się jedna, a potem nie wiadomo skąd przybywają inne, równie ważne dla fabuły. Jestem z nimi solidarna i dobrze im życzę. Łatwo zauważyć,  że kobiety w moich powieściach są wyzwolone, silne, mają wiele do powiedzenia i są partnerkami zarówno dla siebie nawzajem jak i dla spotkanych mężczyzn. Trzy nie dwie, bo dwie zawsze mogą zacząć ze sobą rywalizować, a trzy dają poczucie bezpieczeństwa, budują solidarność, to już drużyna, a nawet w warunkach ekstremalnych cały oddział.

 

R.:  W Twojej powieści Meksyk to świat brudnych interesów, mafijnych porachunków, ale nie na tym się koncentrujesz, coś innego jest dla Ciebie ważniejsze…

E.R. : To jak wygląda teraz życie w Meksyku doskonale wiemy, śledząc codzienną prasę. Jest strasznie. Nikt nie może czuć się bezpieczny, giną ludzie, giną politycy. Znakomicie oddaje to film „Sicario” Denisa Villeneuve. Kino, które pozbawia nas złudzeń. W „Przeklętej laleczce” skupiłam się na historii, której głównym przesłaniem jest funkcja przypadku w życiu każdego z nas. Przypadkowa śmierć, przypadkowe podobieństwo, przypadkowe odkrycie. Fascynuje mnie to, że ludzkie losy tak bardzo są od niego zależne. Dlatego mój szef mafii jest zarówno mściwy jak i wspaniałomyślny, bezduszny  i litościwy. Nie jest głównym bohaterem, ale śni swoje życie, a my mu w tym towarzyszymy.

 

R. : To kto jest głównym bohaterem?

E.R. : Na pewno sen o sukcesie i konsekwencja w dążeniu do spełnienia mitu szczęścia. Główny bohater, kiedyś dziecko przedmieść doskonale wie, ile jest warte życie. I potrafi o siebie zadbać. Ta świadomość rodzi się tylko wtedy, gdy doświadczy się wegetacji w kartonach. To co mnie zachwycało podczas podróży po Meksyku w dzieciach biedoty, bosych, pchających przed sobą hulajnogę bez kółka – widziałam takie sceny –  to ich pomysłowość w robieniu czegoś z niczego  i skłonność do beztroskiej zabawy. Są silne i wspaniałe. Taki jest mój bohater. Czy uczciwy w życiu dorosłym? O tym przekonają się już czytelnicy.

 

R. : O czym będzie Twoja kolejna powieść?

12647692_1112256005474108_545583803_nE.R. : Polecam ograniczone zaufanie do tego co teraz powiem, bo jak wiadomo, bohaterowie potrafią się wymykać i zmieniać bieg wydarzeń w powieści. Tym razem główną bohaterką uczyniłam Zuzannę kryminologa i agentkę w jednej postaci. Będzie to kryminał z romansowym wątkiem, ale tym razem  przeniosę czytelników do Norwegii, gdzie spędziłam kiedyś trzy miesiące. To fascynujące miejsce, przez swoją monochromatyczność – tak odmienne od kolorowego Meksyku – dystans i wyciszenie. A jednak to przestrzeń pełna napięć. Bo dzieje się tu dużo i to niekoniecznie w świetle dnia. Raczej w mroku i ukryciu. Skandynawia słynie z kryminałów. Mnie fascynuje panująca tam ciemność  i depresyjność przestrzeni przez jej niekończącą się pustkę. Piękną pustkę. Choroby psychiczne zdarzają się tam częściej niż na południu. Oczywiście nie dotyczy to całej społeczności. W Norwegii fascynuje mnie niedopowiedzenie, jakby świat zamilkł w pół słowa. I na niedopowiedzeniu oparłam swój projekt. A przestrzeń sprzyja zbrodni. Stąd seryjne zabójstwa powiązane będą z klifami, urwiskami, ze szpitalem psychiatrycznym, z tunelem w wielkim mieście i z polityką. Więcej nie zdradzę. Może poza stemplem z wizerunkiem czerwonego motyla, pieczęcią, która otwierając drzwi klubów dla młodzieży jednocześnie przypieczętowuje czyjś los.

Książki autora