Nancy Farmer

Nancy Farmer urodziła się w Phoenix w stanie Arizona, a dorastała w dziwacznym hotelu na obrzeżach Nowego Meksyku. Nietypowe wychowanie w towarzystwie tak niezwykłych ludzi, jak jeźdźcy rodeo czy wędrowni cyrkowcy, stanowiło gwarancję barwnego życia.

Po uzyskaniu dyplomu magistra w Reed College w Oregonie w roku 1963, Farmer wstąpiła do Korpusu Pokoju w Indiach, gdzie służyła w latach 1963-1965. Zamiłowanie do podróży zawiodło ją do Afryki. Tam poznała Harolda, swojego przyszłego męża. Już po tygodniu byli zaręczeni. Od tamtej pory są szczęśliwym małżeństwem, mają syna Daniela.

O tym, jak postanowiła zostać pisarką, Farmer opowiedziała w wywiadzie dla Educational Paperback Association. „Kiedy Daniel miał cztery lata, czytałam powieść i ogarnęło mnie poczucie, że sama mogłabym stworzyć coś podobnego. Usiadłam i jak w transie napisałam opowiadanie. Nie było najlepsze, ale dobrze się bawiłam. Miałam czterdzieści lat. Od tamtej pory całkowicie pochłonęło mnie pragnienie pisania. Nie umiem tego wyjaśnić, ale myślę, że wszystko, co przeżyłam wcześniej, przygotowało mnie do mojego prawdziwego powołania.”

Trzykrotna laureatka nagrody Newbery za książki: The Ear, the Eye and the Arm; A Girl Named Disaster i Dom Skorpiona (The House of the Scorpion), który w 2002 roku zdobył także National Book Award.

Wywiad z Nancy Farmer dla portalu www.teenread.com

– Dlaczego wybrała pani taką tematykę powieści „Morze Trolli”?

– Pomysł na książkę narodził się z rymowanki o Jacku i Jill. Część tej powieści napisałam piętnaście lat temu, kiedy mieszkałam jeszcze w Afryce. Nie ukończyłam jej. W pierwotnej wersji występowała złośliwa kotka imieniem Grendelyn, która wpadła do Studni Mimira, próbując złapać rybę.

– Podobnie jak J.R.R. Tolkien, czerpała pani natchnienie z mitologii nordyckiej. Co sprawia, że mitologia ta stanowi tak bogate źródło inspiracji?

– Dopóki nie zaczęłam badać tego tematu, nie wiedziałam, jak ważne są te mity dla kultury amerykańskiej. Weźmy takie filmy, jak „Sierżant York” czy „W samo południe”. Weźmy „Zabić drozda” czy „Lot nad kukułczym gniazdem”. To wszystko opowieści o samotnych bohaterach, którzy wolą zginąć, niż poświęcić swoje ideały i indywidualizm. Te postacie pochodzą prosto z sagi o Beowulfie.

– Zawsze interesowała panią mitologia nordycka?

– Nie. W dzieciństwie byłam tak pochłonięta mitologią grecką, że greccy bogowie nawet śnili mi się po nocach. W porównaniu z nią religia nordycka wydawała mi się prymitywna. Dopiero jako osoba dorosła dowiedziałam się, jak bogatą i skomplikowaną kulturę stworzyli Normanowie.

– Współczesna szkoła skupia się na mitologii greckiej, uznając ją za wprowadzenie do kultury europejskiej. Czego, Pani zdaniem, możemy się nauczyć z mitologii nordyckiej?

– Nie mam nic przeciwko nauczaniu kultury greckiej. To ona stworzyła logikę. Ale niektóre z naszych najważniejszych idei pochodzą z innych źródeł. Celtowie nauczyli nas kochać naturę i czuć się jej częścią. Normanowie dali nam indywidualizm, umiłowanie wolności i szacunek dla lojalności oraz odwagi.

– Jak długo przygotowywała się Pani, by napisać „Morze Trolli”?

– Przez całe półtora roku, które poświęciłam na pracę nad materiałami do książki.

– Jack pochodzi z rodziny chrześcijańskiej, lecz gdy w książce staje się bardem, wydaje się, że zachowuje wiarę w chrześcijańskiego boga i w Wyspy Błogosławionych. Jak Jack godzi chrześcijańskie wychowanie ze wszystkimi cudownymi rzeczami, które widzi i których dokonuje podczas swoich wypraw?

– Jack żył w czasach, gdy religie celtyckie i normańskie ustępowały miejsca chrześcijaństwu. Chrześcijaństwo przejęło z tych kultur pewne elementy i idee. Pierwsi święci rozmawiali ze zwierzętami, walczyli ze smokami i wywoływali mgłę. Święty Patryk przemienił siebie i swoich przyjaciół w stado jeleni, by uciec przed zagrożeniem. Chrześcijanie zmienili nazwy pogańskich świąt i obchodzą je po dziś dzień. Święto płodności bogini Oestry stało się Wielkanocą (po angielsku Easter). Święto Yule zmieniło się w Boże Narodzenie i tak dalej.

– Jakie podobieństwa widzi pani między „Domem skorpiona” a „Morzem Trolli”?

– Tak na poczekaniu żadne podobieństwa nie przychodzą mi do głowy.

– Czy diagram świata, który pojawia się na początku książki, opiera się na wierzeniach, czy też jest oryginalnym pomysłem?

– Drzewo Yggdrasil, którego gałęzie sięgają dziewięciu światów, pochodzi z mitologii nordyckiej, a rysunek zaczerpnęłam z książki D’Aulairesa. Niektóre elementy religii normańskiej wydają się mieć swoje odbicie w chrześcijaństwie i trudno powiedzieć, kiedy zostały do niego włączone.

– Czego, Pani zdaniem, młodzi czytelnicy powinni się nauczyć od Jacka?

– Wolałabym, żeby sami Jacka ocenili.

– Skąd pani wzięła przepis na graffisk?

– Ach, graffisk! Jego pierwowzór to gravlax, tradycyjne danie szwedzkie, którego nazwa oznacza „martwego łososia”. Islandczycy zajadali się potrawą zwaną hakarl, czyli zgniłym rekinem. Mój ulubiony przepis tego typu to focze płetwy (oogruk) z eskimoskiej książki kucharskiej. „Obtocz płetwy w tłuszczu i poczekaj dwa tygodnie, aż odpadnie sierść. Potem potnij na małe kawałki i zjedz.”
(Amanda H. Reid)

Książki autora