Joseph Delaney

Zemsta czarownicy

Seria:

Data wydania: styczeń 2015

Tłumaczenie: Paulina Braiter

Tytuł oryginału: The Spook's Apprentice

ISBN: 978-83-7686-318-4

Oprawa: miękka

Kategoria: ,

Cena: 29,90 zł

Opis

Thomas Ward, siódmy syn siódmego syna, zostaje oddany do terminu u miejscowego stracharza. Praca jest cieżka, mistrz surowy, tak więc wielu wcześniejszych uczniów nie podołało trudom nauki.

Thomas musi się nauczyć przepędzać duchy, poskramiać czarownice i więzic boginy. Kiedy jednak niechcacy uwalnia Mateczkę Malkin, najgorszą wiedźmę w Hrabstwie, zaczyna sie koszmar…

Recenzje

Kolejny siódmy syn wyrusza w drogę

Ostatni tom cyklu J. K. Rowling, historii czarodzieja Harry’ego Pottera, ukazać ma się w Polsce 25 stycznia. Wszyscy od kilku miesięcy zastanawiają się, kto zajmie miejsce, które dotąd on zajmował. Kto stanie się nowym idolem czytających? Niektórzy już przypisali ten tytuł Eragonowi autorstwa Christophera Paoliniego, inni znowu upatrują go w siódmym synu siódmego syna, Septimusie Heapie, pióra Angie Sage, jeszcze inni oczekują na kontynuację pisarskie Cornelii Funke. Kto stworzy kolejnego, tak ważnego dla wielu, bohatera? Będzie to Colfer, Pullman czy Horowitz, Stroud, a może Clarke? Wydaje się, że walka wciąż trwa, nic nie jest rozstrzygnięte.

Joseph Delaney postanowił włączyć się do gry, choć jego opowieść – Kroniki Wardstone – zdaje wysnuwać się z jego własnych przeżyć, dzieciństwa i okolic, w których dorastał, a nie dopasowując je do panicznej pogoni. Ten, pochodzący z Lancashire w Anglii, autor nie jest młodzikiem. Nie tworzy dlatego, że musi, ale poczuł widać coś, co nazywamy inspiracją, natchnieniem. Co więcej, wszystko: pejzaże, postacie, legendy i wszelakie strachy, ma tuż pod ręką, a wnuki nie dają mu o nich zapomnieć. Zresztą nie tylko one, bo autor należy do osób, które posiadają fascynującą osobowość. I straszą szczególnie tym, iż obiecują, że gdy przestanie im się to pisanie podobać, po prostu z tym skończą… Przerażające w Delaneyu jest to, że jest nieprzewidywalny. Do końca i od początku.

Kroniki Wardstone to jak na razie liczący pięć tomów cykl, który opowiada o zwyczajnym chłopcu, dorastającym powoli, choć brutalnie, dwunastolatku. Jako siódmy syn siódmego syna, nie ma co marzyć o pozostaniu na rodzinnej farmie. To miejsce zarezerwowano dla pierworodnego. Jednak gdy pewnego dnia dowiaduje się, że matka zrodziła innych tylko po to, by narodził się on, gdy zostaje oddany pod opiekę i na termin u stracharza, już wie, że to, co dotąd wydawało się tylko wymysłem, jest prawdą. Strach, który odczuwał, to co widział, ukryte przed wzrokiem innych, istnieje. Już nie tylko jego matka mu wierzy. Tylko jak ma z tym walczyć dziecko? W jakie właściwości wyposażyła go magiczna cyfra 7? Kim jest tak naprawdę jego nowy mistrz, kim jest matka, tak dziwna, tak nieprzystająca do innych, których poznaje, a tak pasująca do jego dalszego życia?

Opaska mocno ściskająca okładki książki głosi, iż to opowieść „Dla tych, którzy wyrośli z Harry’ego Pottera”, ale to nie jest prawda. To opowieści dla tych, którzy wciąż pragną żyć w jakimś magicznym świecie. Tam, gdzie wolno być czarownicą, gdzie wybór pomiędzy dobrem a złem wciąż jest istotny. Gdzie magiczne stwory istnieją, a pewne postacie przekształcają się w potwory. Gdzie wiadomo, że tylko niepoznane jest przerażające. Domy wymagają oczyszczenia z duchów, a panująca religia nie daje ludziom pocieszenia. Wielu potrzebuje pomocy, a za broń często służą podstawowe środki, jak srebro, żelazo czy sól.

Należy przyznać autorowi, że jak niewielu, nie ofiaruje nam od razu bohatera, który dysponuje nie wiadomo jakimi mocami. Nasz uczeń stracharza to zwyczajny chłopak, mieszkający może kilkaset lat temu, gdzieś w jakimś angielskim hrabstwie. Zwyczajnym, bez wirujących, magicznych fortec czy nieprawdopodobnych osobowości. Co prawda chłopiec widuje dziwne rzeczy, ale poza tym, zdaje się, iż nie ma w nim nic niezwykłego; a przynajmniej tak on sam o sobie sądzi. Jednak bycie uczniem stracharza, łączy się z wieloma obowiązkami i obciążeniami. Największym ma być samotność. Czy on, pochodzący ze zwykłej, dużej rodziny, będzie umiał znieść samotność? Może łatwiej będzie znieść wiedźmy, bogina, który występuje tu w orli gospodyni domu, trzy doły z czarownicami, w którym jedna tkwi podobno wciąż jest żywa. Wszelkie koszmary i próby, z który niewiele będzie odkryciami. Nie dla chłopca, który słuchał jęków z pobliskiego Wzgórza Wisielców. Dla tego samego, który wkraczając w termin, od razu łamie prawie wszystkie, wpojone mu przez mistrza zasady. Nie dość, że brata się z wiedźmami, to na dodatek nie do końca potrafi znieść brutalność, z jaką muszą traktować zło. Bo walka z ciemną stroną, wcale nie jest taka prosta, ale na szczęście on dopiero zaczyna i jeżeli tylko nie zezłości tego, co w domu, może przeżyje?

Książka jest niezłą przygodą, ciekawie oddane pejzaże, zdają się jeszcze bardziej przybliżać nam wydarzenia. Bohatera od razu się obdarza zaufaniem, a każdy z jego trudnych dni jest dla nas wyzwaniem. To co prawda początek, ale z każdym zdaniem autor umacnia nas w przekonaniu, że to wszystko, to dopiero wstęp – mały kroczek. Tajemnice się mnożą, każdy ma ich wiele już w podręcznym bagażu, a ich rozwiązanie może się okazać naprawdę zaskakujące. W końcu to chłopiec, przez którego wcześniej urodziło się sześciu innych, dopuszcza nas do tajemnic swojego notatnika. Ucznia stracharza.

Marzena Kowalska, wp.pl 

Naprawdę straszna przyjemność

Przyznam się, że do tej książki podchodziłam jak pies do jeża – z dużą dozą nieufności. Za stara jestem na książki dla dzieci – myślałam. Usiadłam do Delaneya z zamiarem przejrzenia go i… wsiąkłam. Kompletnie.

„Zemsta czarownicy” to pozornie historyjka jakich wiele – oto niespełna trzynastoletni Tom, najmłodszy syn gburowatego chłopa, ma trafić do terminu u stracharza, człowieka, którego zajęciem jest tępienie nadnaturalnych istot zagrażających mieszkańcom Hrabstwa. Cóż, nie jest to jego marzenie, ale w świecie zbliżonym do Anglii sprzed 300 – 400 lat, siódmy syn (siódmego syna) nie może liczyć na lukratywne zajęcie. Stracharz nie wzbudza sympatii – wysoki, chudy mężczyzna w obszernym czarnym płaszczu, z twarzą skrytą w cieniu kaptura jest traktowany jak zło konieczne… Ale Tom nie jest do końca zwykłym chłopcem, z racji swego urodzenia widzi i czuje więcej niż zwykli śmiertelnicy. Nim jednak rozpocznie się jego nauka, musi przejść kilka prób i nauczyć się mierzyć z własnym strachem… Zresztą, nawet jeśli poradzi sobie z pułapkami, zawsze istnieje ryzyko, że nie ukończy szkolenia. Tak jak ostatni z podopiecznych – i naprawdę nie chcecie wiedzieć, co mu się stało.

W książce zadziwia lekki, naturalny i niewymuszony styl, którego nie zepsuło świetne tłumaczenie. Narratorem jest główny bohater. „Zemsta czarownicy” po prostu dobrze się czyta – tekst jest klarowny, ale nie łopatologiczny. Fabuła, choć w dużej mierze oparta na schematach, wciąga jak odkurzacz, a to za sprawą świetnie skonstruowanego świata przedstawionego. Delaney postawił na zwykłego bohatera w pozornie zwyczajnej rzeczywistości i osiągnął efekt prawdziwej grozy. Boimy się tego, co wydaje nam się nie pasować do otaczającego nas świata, a czytając o słabo zaludnionym Hrabstwie, jego wzgórzach, lasach, małych wnioskach nie musimy zawieszać niewiary. Na takim tle wszystko, co nadnaturalne, wydaje się realnym zagrożeniem. Autor, który przy pisaniu powieści korzystał z siedemnastowiecznych kronik, nie szczędzi nam detali. Tom słyszy więc skrzypienie szubienicznych lin na Wzgórzu Wisielców, w nawiedzonym domu czai się duch mordercy, a w ogrodzie stracharza tkwią, pogrzebane żywcem w ziemnych dołach, wiedźmy.

Oczywiście, można zadać pytanie – czy to oby najlepsza książka dla młodego czytelnika? Bez obaw. Delaney wskrzesza dawno już pogrzebane strachy i snuje opowieść podobną do tych, jakie kiedyś opowiadało się przy blasku kominka. Poza tym integralną częścią historii są moralne dylematy oraz proces wchodzenia w dorosłość. Nic w „Zemście czarownicy” nie jest białe albo czarne, każda decyzja bohatera niesie ze sobą konsekwencje. Bywa strasznie, zwłaszcza, gdy chłopak, zwiedziony przez dziewczynę w spiczastych trzewikach, uwalnia z więzienia najpaskudniejszą i najbardziej niebezpieczną wiedźmę…

Więcej nie zdradzę, warto samemu przekonać się, czy Tom nauczy się odpowiedzialności, jak poradzi sobie z nauką i… jak skończył poprzedni uczeń, rzecz jasna. Zapewniam, że dość paskudnie.

Joanna Wasilewska, merlin.pl 

Nieletni pogromca strachu

Joseph Delaney w „Zemście czarownicy”, pierwszej części cyklu „Kroniki Wardstone”, w kamuflażu kolejnej serii dla młodzieży udanie przemyca tradycyjną baśń

Literatura młodzieżowa przeżywa jednocześnie rozkwit i upadek. To teza pozornie tylko wewnętrznie sprzeczna. Gdyby patrzeć po milionach sprzedawanych egzemplarzy – mamy wśród nastolatków renesans czytelnictwa. Krótki rekonesans wśród tytułów sugeruje jednak wnioski raczej pesymistyczne: rynek został zdominowany przez nieliczne cykle w taki czy inny sposób żerujące na przygodach Harry’ego Pottera, reszta zaś to marketingowo skrojone produkty, które trudno nazwać literaturą – rozmaite śmieciowe dodatki do filmów i gadżetów. W czasach potteromanii tradycyjne pisarstwo dla dzieci i młodzieży zostaje więc zepchnięte w niszę, z której niezmiernie trudno się wydobyć. Jedną z prób odzyskania choć części pola stanowi seria „Kroniki Wardstone” Josepha Delaneya, której pierwszy tom, „Zemsta czarownicy” właśnie ukazał się po polsku. I jest to, dodajmy, próba udana.

Delaney robi ukłon w stronę młodego czytelnika przyzwyczajonego do powieściowych seriali – w języku oryginału funkcjonują już cztery powieści z serii. Na zasadzie „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek” kieruje też akcję swojej historii w kierunku znanym i pożądanym – ku magii. Ale na tym uprzejmości się kończą. „Zemsta czarownicy” jest skonstruowana jak klasyczna baśń, pełnymi garściami sięga z dorobku braci Grimm i Andersena, cieszy klarownym wykonaniem i odrobiną niezbędnego suspensu.

13-letni Thomas Ward to siódmy syn siódmego syna – zgodnie z odwiecznym obyczajem przeznaczony jest mu trudne rzemiosło, a mianowicie zawód specjalisty od przepędzania złych mocy. Z chłopskiej zagrody w prowincjonalnym angielskim hrabstwie (jak to w baśni – dawno, dawno temu) ląduje więc na terminie u lokalnego Stracharza i ma się przyuczać do przyszłego zajęcia. Stracharz jest facetem tajemniczym, ponurym i małomównym, u małego Thomasa budzi raczej grozę niż podziw. Szybko jednak okaże się, że ta współpraca może przynieść obopólne korzyści, zwłaszcza że w rodzinne okolice powróciła pewna wredna wiedźma i szykuje się do frontalnego ataku.

Delaney czuje dziecięcą wrażliwość – nawet gdy pisze o sprawach okrutnych, nie przekracza granic dobrego smaku. Podobnie sprawy się mają z opisem powieściowego świata: autor wie, że dzieci pewne kwestie przyjmują a priori, nie komplikuje więc fabuły i nie wdaje się w objaśnianie byle magicznej sztuczki. To powoduje, że nawet 10-latek bez większych problemów przyswoi „Zemstę czarownicy” i będzie się z miejsca domagał kolejnego tomu. Słusznie, bo to bardzo przyzwoita, dobrze napisana literatura.

Piotr Kofta, Dziennik 

Uczeń stracharza

Dwunastoletni Thomas Ward jest siódmym synem siódmego syna. Ta rzadka cecha czyni z niego dobrego kandydata do zawodu stracharza. Rodzice oddają chłopca do terminu u mistrza Gregory’ego i pod jego okiem zdobywa on wiedzę i doświadczenie niezbędne w tym groźnym fachu. Nawet nie wie, jak szybko będzie musiał sprawdzić nowe umiejętności w praktyce – i to z własnej winy.

Cóż to jednak za fach, ów „stracharz” ? Z jednej strony ma on sporo wspólnego z dobrze nam znanym wiedźminstwem, bo polega na chronieniu ludzi przed złymi istotami wszelkiej maści: boginami, wiedźmami, zjawami i wieloma innymi. I podobnie jak w prz ypadku Geralta, mimo że Thomas pomaga mieszkańcom Hrabstwa, otaczają go lęk i nieufność. Z drugiej strony, nie jest napompowanym eliksirami mutantem, a bardziej rzemieślnikiem niezwykle rzadkiej specjalności – tu wyrazy uznania należą się Paulinie Braiter za przetłumaczenie angielskiego spook na stracharza, analogicznie do np. stolarza, bednarza czy grabarza. Życie fachowca w tej dziedzinie wymaga surowej dyscypliny, solidnego przygotowania teoretycznego i perfekcji w działaniu. Thomas szybko przekonuje się, jakie niebezpieczeństwa wiążą się z tym zawodem; uświadamia sobie również, że za każdy jego błąd mogą zapłacić zdrowiem i życiem inni ludzie.

„Kroniki Wardstone” Josepha Delaneya pojawiły się na polskim rynku bez zapowiedzi i zdobywają popularność bardziej dzięki poczcie pantoflowej niż wydawniczej promocji. Niewątpliwie zasługują na uwagę, gdyż wyróżniają się pod wieloma względami spośród lektur kierowanych – w teorii – do młodszego czytelnika.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niezwykła powaga całości. W zasadzie nie ma tu scen humorystycznych, służących rozładowaniu napięcia. Przeciwnie – atmosfera staje się coraz gęstsza, podobnie jak coraz cięższe staje się brzemię odpowiedzialności ciążącej na Thomasie. Każda decyzja niesie ze sobą ryzyko – nie ma gwarancji, że gest podyktowany dobrymi intencjami przyniesie równie dobre efekty. Nie brakuje scen okrutnych i makabrycznych; Ward uczy się działać w okolicznościach, które przerosłyby niejednego dorosłego. Aby chronić ludzi, musi niejednok rotnie postępować w sposób budzący rozterki moralne. Wreszcie staje przed najtrudniejszym wyborem: czy podporządkować się mistrzowi, czy dać szansę powrotu na dobrą drogę młodej wiedźmie Alice, którą los postawił na jego drodze.

Thomas Ward wolny jest od grzechu nijakości, który zazwyczaj ciąży na głównych bohaterach takich historii. Może jest to zasługa narracji prowadzonej w pierwszej osobie, z perspektywy, jak można się domyślać, dorosłego już człowieka. Także inne postacie, ze stracharzem Gregorym i Alice na czele, są złożone, obciążone bolesnymi sekretami i błędami przeszłości.

Delaney, czerpiący w swej twórczości z bogactwa folkloru rodzimego Lancashire, stworzył opowieść ambitną, fascynującą i straszną. Żal byłoby ją przeoczyć.

Jerzy Rzymowski, Nowa Fantastyka 2/2008, str. 68 

* * *

Powszechnie wiadomo, że od czasów Harrego Pottera świat literatury nigdy już nie będzie taki sam. A przynajmniej te literackie galaktyki, których istnienie jest poświęcone najmłodszym, młodszym i nie do końca młodym czytelnikom. Tak, tak… imć Potter zaczarował miliony dzieciaków na całym świecie, a jeśli uwzględnimy marketingowy walec związany z kolejnymi jego odsłonami, to także osoby dorosłe. Nie wiem, czy warto się zastanawiać, co takiego jest fenomenalnego w Potterze – mądrzejsze głowy już się nad tym biedziły. Faktem jest, że Potter objawił się i nagle młodzi ludzie, którzy wcześniej uznawali książki za ozdobniki zapełniające półki lub ciężką artylerię przeznaczoną do zwalczania much na ścianach, nagle zaczęli je czytać. Sukces komercyjny przyniósł J. K. Rowling miliony funtów… i tysiące naśladowców. Nagle każdy zapragnął pisać o młodych chłopcach, stawiających czoło całemu złemu światu. Był już Eragon, był też Pendragon. Pora na Kroniki Wardstone, jako że do wyścigu o potterowską schedę przyłączył się kolejny gracz, Joseph Delaney.

Jest on pisarzem, który do tej pory nie dał się poznać w żaden sposób. Pierwszą jego powieścią, jaka trafiła do sprzedaży, a przynajmniej pierwszą, o której się wspomina, jest właśnie Zemsta Czarownicy (anglosaskiemu czytelnikowi znana bardziej jako Uczeń Stracharza). Jest to jednocześnie pierwszy tom serii, przewidzianej przynajmniej na sześć odsłon. Do tej pory ukazały się cztery części „Kronik Wardstone”, a piąta zostanie wydana za oceanem w czerwcu albo lipcu. Minie jeszcze trochę czasu, zanim kolejne przygody Toma, bohatera Kronik, pojawią się u nas. Możemy się więc spokojnie przyjrzeć temu, co już mamy, i ocenić, czy Delaney zagrozi supremacji Rowling.

Bohaterem książki jest młodzieniec, którego niezwykłość przejawia się przede wszystkim tym, że jest siódmym synem siódmego syna. Tak – powiecie – historia zna takie przypadki. Siódmy syn siódmego syna, o czym przekonywali choćby Scott Orson Card czy Terry Pratchett, był zawsze postacią wyjątkową i magiczną, toteż motyw ten przewija się przez różne książki. Tom, bo tak ma na imię nasz heros, nie potrafi zagrzać miejsca w rodzinnym gospodarstwie: uprawa niezbyt mu przypada do gustu. Kiedy więc w jego domu pojawia się stracharz, wszystko wskazuje na to, że odmiana od monotonnego życia jest na wyciągnięcie ręki. Tyle że stracharz to taki odpowiednik wiedźmina – ma do czynienia z czarownicami i nieczystymi duszami, które odpędza lub pęta. Nie jest to praca bezpieczna, a na dodatek nie cieszy się ona wielkim szacunkiem u ludzi. Owszem, stracharze są cenieni, gdyż tylko oni potrafią pozbyć się ghula czy też niecnej wiedźmy, ale na ogół są omijani szerszym łukiem niż cieszący się podobnym mirem kaci. Toma czeka więc życie pełne niebezpieczeństw, pozbawione natomiast przyjaciół, gdyż w tym zawodzie się takich nie posiada. Jednak czy ten młodzieniec jest w stanie zostać stracharzem? Czy potrafi pokonać swój lęk? Czy odnajdzie się w szerokim świecie, skoro przez całe swoje dotychczasowe życie nie opuszczał okolic rodzinnego domu, a w nocy często rozpraszał strach zapaloną świeczką? Odpowiedź jest prosta: da radę, gdyż musi. Świat na niego liczy…

Tak w skrócie przedstawia się wstęp do książki. Fabuła jest prosta niczym trajektoria lotu ognistej kuli. Tom zostaje uczniem stracharza i wprawia się w trudnym zawodzie, po drodze walcząc z własnymi ograniczeniami, zwłaszcza ze strachem, który przecież nikomu nie jest obcy, prawda?

Kroniki Wardstone przeznaczone są dla młodego czytelnika i takiemu mają prawo się spodobać. Oczywiście nie możemy zapominać o tym, że młodszy czytelnik nie jest pierwszym lepszym konsumentem makulatury, ale odbiorcą równie wymagającym jak każdy inny. Zemsta Czarownicy powinna zaspokoić jego gusta, jest to dobrze napisana książka, ciekawa i wciągająca. Jeśli można mieć do czegoś zastrzeżenia, to do nadmiernej schematyzacji. Siódmy syn siódmego syna… brakuje tylko, aby podczas jego narodzin szalała burza. Zresztą, kto wie, może się o tym fakcie dowiemy w późniejszych tomach. Jednak to nie ten przykład schematyczności drażni mnie najbardziej. Irytujące mogą się okazać drobiazgi, jak choćby wyjątkowa zdolność bohatera do ignorowania ostrzeżeń i pakowania się w kłopoty. Jeśli ktoś mu wytłumaczy, że wsadzanie palca pomiędzy drzwi a futrynę nie jest dobre, to możemy być pewni że on to zrobi. Przewidywalność zachowań głównego bohatera może odbierać część przyjemności płynącej z lektury.

Zemsta Czarownicy nie rzuca na kolana ale, uczciwie mówiąc, nie rzucił mnie też na kolana żaden z tomów Harrego Pottera. Przeczytać można, nie będzie to niemile spędzony czas. Czytelnik starszy i bardziej doświadczony raczej nie znajdzie w tej książce nic na tyle odkrywczego, by zapałać do niej miłością, ale dla osób czytających mniej książek jest to pozycja w sam raz. Przyjemna w obcowaniu, na swój sposób wciągająca. Warto natomiast polecić tę pozycję młodym czytelnikom, zwłaszcza tym, którym podobał się Potter.

Darek Barczewski, gildia.pl

Wszystkie książki z serii Kroniki Wardstone - nowe okładki